Autor: Marcin Kurnik

„Nim sąd nas rozłączy”

Czujesz, że więcej was dzieli niż łączy? Nie jest to znak by zmieniać partnera – to znak by zmienić podejście, spojrzenie, by zacząć działać i nie mówię tu jakiejś ciężkiej pracy, heroicznym poświeceniu. Zmiana zaczyna się w momencie zatrzymania się, w chwili, w której zadajemy sobie pytanie: o co chodzi? Co się dzieje? Tu właśnie zaczyna się zmiana. Chwila, w której dopuszczamy do siebie otwartość na zmianę jest istotą zmiany, a ona sama już następuje. Często odkładamy małe sprawy, słowa wypowiedziane w złości, w zdenerwowaniu, bez zastanowienia, mówimy – „nic się nie stało, ok”, a one zostają posiane niczym ziarna niezgody, wzrastają podlewane każdym następnym konfliktem. Zastanawiamy się później jak to się stało, że taka bzdura, takie maleńkie słowo, spowodowało całą lawinę, burze w naszym życiu. Zastanawiamy się i często dochodzimy do wniosku, że jeżeli takie drobiazgi potrafią niszczyć nasz związek, to on się wypalił, przestał istnieć. Użyję bardzo obrazowego porównania – powiedzmy sobie, że każdy drobiazg, jaki pozostawiamy niezałatwiony od razu lub tego samego dnia, jest niczym odpad, śmieć. I tak układamy sobie wysypisko śmieci pomiędzy nami. A z każdym dniem, przybywa śmieci, każde słowo wypowiedziane bez miłości – kolejny śmieć. Najczęściej zatrzymujemy się w chwili, gdy pomiędzy nami sterczy wielka góra odpadów i nie widzimy już siebie nawzajem tylko gnijący syf. Źródło miłości, z którego czerpaliśmy wzajemnie gdzieś tam sobie bije z pomiędzy tej hałdy śmieci, ale...

Czytaj dalej

Gniew – jako przyjaciel !

Pod czas warsztatów mam okazję obserwować wiele pięknych uczuć, często ukrytych i wypartych tak głęboko że ciężko je dostrzec. Kiedy w trakcie warsztatów następuje transformacja gniewu, złości, nienawiści. Utulony gniew staje się sprzymierzeńcem. Lubię spotkania z nie wyrażonym gniewem, z niewypowiedzianą złością. Takie potworki skrywają się zazwyczaj za pięknymi słowami, za pozorną łagodnością. A wychylają swe koszmarne mordki w prostych niezauważalnych słowach. Takim najpiękniejszym dla mnie koszmarkiem jest zdanie „ ja nie mam w sobie złości, ja nie mam w sobie gniewu”. Uwielbiam te słowa wypowiedziane w połączeniu z mimiką anioła, dają wręcz pewność, że gniew zalega tak subtelne i głębokie pokłady osoby wypowiadającej takie słowa. Wyparcie, niedopuszczanie do siebie gniewu, a nade wszystko nie dawanie sobie prawa do gniewu czy złości – to są najprostsze i najczęściej stosowane sposoby na „radzenie” sobie z gniewem. Popadając w rozwój duchowy, całe skupienie pada na część białą, anielską, i skupiamy się i zauważamy tylko takie uczucia jak łagodność, miłość, opanowanie. A są to takie same uczucia jak i gniew czy złość. Występują one u nas w sposób naturalny i pięknie jest gdy zdajemy sobie z nich sprawę, piękniej gdy jesteśmy ich świadomi. Gdy rozgniewanie rozpoznajemy od razu i nie dopuścimy by nie wyrażone (przecież nie musimy ze złości zabijać, wystarczy że nazwiemy rzecz po imieniu) zaległo w nas. Jesteśmy bardziej prawdziwi i zdrowsi. Taki zalegający gniew, nie wyrażona złość, są siedliskiem...

Czytaj dalej

Cudownych rodziców mam

„Cudownych rodziców mam” – jak w twoich ustach brzmi to zdanie? Czy potrafimy je wypowiedzieć? Większość z nas nie ma problemów – przynajmniej z dwóch różnych powodów: albo to zdanie jest prawdą – albo prawdę wyparliśmy bardzo głęboko, a w wyniku konfabulacji* uwierzyliśmy w legendy. Jeżeli dorastaliśmy w otoczeniu bezgranicznej i bezwarunkowej miłości jesteśmy szczęściarzami. Jeżeli było inaczej wcale nie jesteśmy przegrani. Jeżeli odczuwamy dyskomfort w relacjach z naszymi rodzicami jeżeli COŚ nie pozwala nam na „normalność”, pierwszym krokiem ku przywróceniu porządku w naszych relacjach będzie nazwanie TEGO, nim TO nazwiemy postarajmy się opowiedzieć sobie o naszym dorastaniu, o naszym dzieciństwie. Postarajmy się nie oceniać, nie interpretować, a nade wszystko nie lękać się naszych wspomnień. Pozwólmy sobie na wspomnienia, niech przyjdą, w trakcie oddychania, medytacji, wyciszenia, snu. Zacznijmy od tego by zadbać o taki sposób by nasze wspomnienia były dla nas bezpieczne, jeżeli lękasz się wspomnień poszukaj kogoś komu możesz zaufa,. poproś by był przy tobie jeżeli paraliżuje cię lęk. Jeżeli uda się nam powrócić do chwil kiedy czuliśmy się skrzywdzeni, upokorzeni, nie zatrzymujmy się pójdźmy dalej- pozwólmy sobie na uczucia jakie pojawiają się wraz ze wspomnieniami, każde z tych uczuć jest ogromnym ładunkiem energii zatrzymanej, ukrytej w naszym ciele, pozwólmy sobie na łzy, pozwólmy sobie na krzyk, pozwólmy sobie w sposób bezpieczny dla nas i dla otoczenia wyrazić nasze uczucia (świetnym sposobem jest pisanie arkusza radykalnego wybaczania) kiedy...

Czytaj dalej

O radykalnym wybaczaniu raz jeszcze

„Nie ma chyba na tej planecie człowieka, który choć raz w życiu nie doznałby poważnej krzywdy. Drobne przykrości dotykają nas tak często, że nie potrafimy ich nawet zliczyć. Któż z nas nie obwiniał innych o to, że brak mu szczęścia? Dla większości, jeśli nie dla wszystkich jest to sposób na życie.  W gruncie rzeczy archetyp ofiary zakorzenił się w nas głęboko i bardzo silnie oddziałuje na powszechną świadomość. Przez wieki odgrywaliśmy rolę ofiary w każdej dziedzinie życia, przekonując samych siebie, że świadomość ta jest podstawowym składnikiem ludzkiego losu. Nadszedł czas, by postawić pytanie: jak przestać budować swoje życie na archetypie ofiary? Jeśli chcemy się uwolnić od tego silnie działającego wzorca musimy go zastąpić czymś radykalnie innym, tak pociągającym i wyswobadzającym naszą duchowość, że zdołamy się wyzbyć świadomości ofiary i opuścić świat złudzeń”. Colin C.Tipping Wybaczanie i do tego radykalne, przy takim zestawieniu słów, pomyślałem sobie to musi być ostra jazda. Gdy pierwszy raz zetknąłem się z metodą Radykalnego Wybaczania Colina Tippinga okazało się, że to co dotychczas było dla mnie nie osiągalne po prostu się działo. Zadry, urazy, zranienia, dawno zabliźnione rany (a wydawało mi się że ja nie mam co komu wybaczać!), poczęły ze mnie wychodzić i przemieniać się. Przestała boleć dusza, a świat stawał się coraz piękniejszy. Książka z arkuszem stała się moim podręcznikiem, doskonałą metodą na rozprawienie się z przeszłością. Oto poczułem „to jest moje”. Takie...

Czytaj dalej

Na radykalnym szlaku

Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z książką „Radykalne Wybaczanie” nie wiedziałem, że staję właśnie na ścieżce, która jest w stanie wyprowadzić mnie z krainy ofiar. Pierwszy arkusz, który wypełniałem był jak szlak namalowany na drzewie, początek szlaku, początek drogi do ukochania siebie. Nie było mi łatwo przyjąć zasady przedstawione w książce. Odrzucić bycie ofiarą do której tak bardzo się przywiązałem. Zapomnieć o pytaniu dlaczego ja?, dlaczego mnie to spotyka? Spróbować być tu i teraz, z ufnością przyjmować to co niesie nowy dzień. Mój pierwszy warsztat pamiętam doskonale mimo, że wiele zrobiłem, mimo wielu zmian jakie wydarzyły się w moim życiu. Był kolejnym wielkim krokiem na radykalnej drodze. Poczułem się lżejszy o kilka ton. Ciężar krzywd, doznanych i wyrządzonych, często zupełnie nie świadomych – spadł. Negatywny ładunek został zdetonowany. Pamiętam, bo byłem wtedy gotów rozstać się z tym przygniatającym ciężarem. Dość miałem udawania, że jest dobrze. Chciałem by było dobrze i to właśnie dostałem. To co dała mi wtedy grupa: energia, wsparcie, współ odczuwanie było nie zapomnianym doznaniem. Każdy z uczestników stał się dla mnie bratem w moim i ich cierpieniu. Okazało się że nie jestem sam na sam z całym światem. Za każdym razem gdy jestem na warsztacie to właśnie grupa kieruje energią. Decyduje co chce zmieniać. Trener jest jak mapa z pomocą której nie pogubimy szlaku. A każdy sam decyduje jaką drogę obierze czy pójdzie łatwym czy...

Czytaj dalej