door in man's mind

Niewiele ponad rok temu napisałam pierwszą część artykułu „Skuteczna nauka z minimalnym wysiłkiem”. Po maturze, którą opisywałam w owej części (i w komentarzach) zostałam przyjęta na kierunek, na który było 30 chętnych na jedno miejsce. Jakoś nie gorączkowałam się tym zbytnio, nawet powiem szczerze, że w owym czasie nie zależało mi na żadnym konkretnym kierunku, bo sama nie byłam do końca pewna, czego chcę. Więc pozwalałam po prostu, by działo się najlepiej dla mnie.W czasie tego pierwszego roku studiów oczywiście kontynuowałam kreację w zakresie nauki. Miałam wiele, tym razem znacznie poważniejszych, okazji do przetestowania mojego „systemu”. Trzeba otwarcie przyznać, że studia to już nie liceum, i nie mają one z liceum nic wspólnego. No, może oprócz tzw. „ZZZ” (o którym wspomniałam poprzednio), chociaż już w mniejszym stopniu. Problemem na studiach jest jednak to, że oprócz tego, co nas interesuje, uczymy się masy rzeczy, które nie są i nie będą przydatne. Myślałam, że gdy wybiera się kierunek, to wybiera się to, co się lubi i będzie się uczyło tylko tego, co się lubi. Ale podobno każdy tak myślał.Już na pierwszym kolokwium dotarło do mnie, że kolokwium na studiach, to zdecydowanie nie jest to samo, co sprawdzian w liceum. Ale nie miałam zamiaru się tym zrażać. Zdałam sobie sprawę, że nie ma znaczenia, ile materiału jest do opanowania albo jakie są wymagania. Nie od tego przecież zależy, czy dostanę pytania, na które potrafię odpowiedzieć, albo czy zdam w pierwszym terminie, czy nie. To wszystko zależy przecież tylko od mojego nastawienia!Według mnie, na studiach nie ma już takiego stresu, który był w liceum (oczywiście istniał on tylko dla tych, którzy się mu poddawali, więc raczej powinnam rzec – nie ma okazji do stresu). Mówią do nas per Pan/Pani, traktują jak dorosłego, inteligentnego i świadomego człowieka i często mają generalnie gdzieś, czy pojawiasz się na zajęciach czy nie, ważne tylko, byś zaliczył przedmiot i zdał egzamin. No właśnie. Da się zdać egzamin będąc na trzech wykładach w roku? Albo z materiału obejmującego dwa semestry, ucząc się do niego dziesięć godzin? Można, „dziwnym zbiegiem okoliczności” trafić na wykładowcę, który idzie między innymi tobie na rękę, przekładając egzamin z sesji, na połowę drugiego semestru, by nie było za dużo nauki? Można sprawić, by wykładowca pierwszy raz w swojej karierze, akurat teraz i akurat między innymi dla Ciebie, odwołał kolokwium zaliczeniowe? Jasne!W ciągu całego roku nie musiałam poprawiać ani jednego kolokwium, ani żadnego egzaminu. Wszystko zaliczyłam i zdałam w pierwszym terminie po minimalnej porcji nauki, i – nie, nie na trójeczki. W indeksie mam same 4 i 5! Jak to się stało? Cuda się zdarzają… jeśli im na to pozwolimy!

Do tego typu cudów przyzwyczaiłam się już w szkole średniej, nie muszę więc mówić, że było ich też trochę na studiach. Właściwie jeden z nich zachęcił mnie do napisania tego artykułu artykułu, więc pozwólcie, że go przedstawię.

Nie przepadam za francuskim. Mówiąc szczerze, jest to jeden z najbardziej dziwnych języków, z jakim miałam do czynienia, a miałam z kilkoma. Jest przede wszystkim bardzo trudny i mało logiczny (przynajmniej na tym etapie). Dodatkową trudnością jest tu to, że, ze względu na kierunek moich studiów, zamiast uczyć się jak kupować bułkę w sklepie, uczę się jak podpisać we Francji kontrakt i jak wygląda faktura. Po francusku!

Jeśli chodzi o egzamin, chciałam go po prostu zdać. Nie mam jakichś specjalnych życzeń, co do tego, jak ma wyglądać moja średnia. Generalnie – oczywiście, niech wygląda jak najlepiej, ale by było to z jak najmniejszym wysiłkiem. Nie mam bowiem zamiaru spędzać nocy nad tetrapodią jambiczną hiperkatalektyczną dierezowaną przeplataną z trypodią amfibrachiczną cezurowaną w klauzuli. Co to, to nie!

Tym bardziej, gdy usłyszałam wymagania na egzamin z francuskiego, szczególnie na ustny, można powiedzieć, że się poddałam – OK, chcę to po prostu zdać, nieważne na jaką ocenę. Problem jednak tkwił w tym, że były momenty, gdy wątpiłam w to, czy zdanie tego jest w ogóle możliwe. Właściwie nie pozostało mi wtedy nic innego, jak… otworzyć się na cud. Nawet na opisie na gg miałam cytat Murphy’ego „Nie wierz w cuda – polegaj na nich!”. A w rozmowach pisałam:

22:33:27 annazona
ale piątek… ja pierniczę 😀 no ale w końcu cuda się zdarzają

22:04:55 annazona
a egzamin spoko poszedł, proste 3 pytania. poza tym to była farsa, koleś wyszedł w trakcie 3 razy, bo mu telefon zadzwonił 😀 teraz przede mną francuski. pisemny jeszcze chyba jakoś pójdzie, ale ustny… będzie trza cudu :}

19:40:36 annazona
jutro będzie Wielka Improwizacja na tym francuskim :-O

22:49:34 annazona
słówek jest nieskończona ilość
22:49:40 annazona
nawet nie próbuję nauczyć się ich wszystkich 😉
22:50:49 annazona
ale zakładam, że na examie będą tylko te, które umiem!

22:47:31 annazona
w ogóle nie uczyłam się na ustny [oprócz wspomnianej prezentacji] no ale jak mam w opisie
polegam na cudach 😀

Poszłam na pisemny, napisałam, wyszłam. Stwierdziłam, że poszło chyba dobrze. Nie mogłam tego ocenić, bo tak naprawdę do francuskiego na poważnie przysiadłam dwa dni przed pisemnym (ustny był dzień po pisemnym), i dopiero wtedy zaczynałam rozumieć te konstrukcje zdań i w miarę pamiętać odmianę czasowników w wielu czasach, więc niczego nie byłam pewna.

Po powrocie do domu zabrałam się w końcu za ustny – 16 prezentacji na różne tematy (w tym o Unii Europejskiej, fakturach i podatkach, rodzajach handlu, lotniskach paryskich, itp.). Już wcześniej je przygotowałam, teraz tylko trzeba było wykuć się ich na pamięć, bo… jak inaczej? Na tym poziomie nie jestem w stanie spontanicznie, bez użycia słownika i notatek, skonstruować poprawnego francuskiego zdania, a co dopiero mówić płynnie i z odpowiednią wymową (o zgrozo!) o traktacie z Maastricht!?

I działa się wtedy zastanawiająca rzecz. Kompletnie nie mogłam się skupić, ciągle kusiło mnie, by sprawdzić coś w Internecie, ktoś mnie zagadywał, wysyłał SMSy, coś interesującego zobaczyłam w TV, miałam ochotę zrobić coś dobrego do jedzenia, itp. Najgorszy był jednak ten kompletny brak koncentracji! W końcu udało mi się przerobić kilka tematów, no ale gdy widziałam, ile tego przede mną… stwierdziłam, że po meczu (bo był to dzień, gdy graliśmy z Austrią) nauczę się trzech, a rano całej reszty, i wtedy też wszystko powtórzę. Odłożyłam więc notatki, pojechałam na zajęcia z tańca (kolejna rzecz, która „odciągnęła” od nauki!), a po meczu… Po takim meczu nie mogłam wyobrazić sobie siedzenia nad jakimiś francuskimi tekstami i byłam, lekko mówiąc, w beznadziejnym nastroju.

Wtedy przypomniało mi się, że wyniki z pisemnego miały zostać wysłane na grupowego maila. Od niechcenia wpisałam login i hasło, kliknęłam w temat wiadomości i… wtedy właśnie poczułam się najdziwniej na świecie, bo niemalże z rozpaczy „wskoczyłam” w euforię. Dostałam 5 z pisemnego i byłam zwolniona z ustnego. Mało tego, dostałam 79/80 punktów i jako JEDYNA byłam z tego egzaminu zwolniona (a w grupie jest osoba, która wcześniej studiowała francuski przez rok!). Niesamowite. A dla mnie było to jeszcze bardziej niesamowite, bo nie wiedziałam, że jest w ogóle opcja zwolnienia z ustnego. To piękne! Taki cud, w tak krótkim czasie, w tak zaskakujący sposób!

Później przypomniały mi się inne sytuacje, gdy w momencie, kiedy zabierałam się do nauki, coś mnie od niej usilnie odciągało. Wiele razy zdarzyło się tak, że jakoś przemogłam się i mniej więcej nauczyłam, po to, by na drugi dzień dowiedzieć się, że ów sprawdzian, kartkówka lub kolokwium… są odwołane lub przełożone! Nie byłam jeszcze jednak wystarczająco odważna, żeby w takiej chwili w stu procentach zaufać intuicji i nie robić kompletnie nic. Ale być może będę miała jeszcze ku temu okazję. 😉

W tym artykule chciałam przede wszystkim zebrać wszystko to, co w moim przypadku się sprawdza, jeśli chodzi o kreację najlepszych wyników w nauce. Być może ktoś się zainspiruje, lub postanowi wypróbować je osobiście. Zachęcam!

1. Ucz się przy posprzątanym biurku, z dobrym oświetleniem, siedząc na krześle. Biurko jak i krzesło są tu dość istotne, choć jeśli jesteś przyzwyczajony do nauki np. w łóżku, i jesteś z jej efektów zadowolony, to możesz to kontynuować. Istnieje jednak pogląd, że łóżko kojarzy się podświadomości z informacją „spanie”, w konsekwencji trudniej jest się w nim skoncentrować. Najlepiej uczyć się w jednym, przeznaczonym do tego miejscu i aby komunikat z pś brzmiał „nauka i pełna koncentracja”.

2. Uporządkuj materiał, żebyś nie miał poczucia, że to, co masz włożyć sobie zaraz do głowy, to jeden wielki chaos. Uspokajasz w ten sposób siebie, wiesz dokładnie, ile materiału masz do przeanalizowania i możesz oszacować jak dużo czasu Ci to mniej więcej zajmie. Jeśli szykuje się duża porcja nauki, warto rozłożyć ją na kilka dni i rozplanować dokładnie. Postanowić, jaki zakres materiału opanujesz np. pierwszego, drugiego i trzeciego dnia. Pamiętaj, by zostawić czas na ewentualne powtórki i… relaks! Nigdy nie ucz się na ostatnią chwilę!

3. Wyłącz komputer. Jeśli potrzebujesz z niego jakieś notatki, wydrukuj je. Jeśli musisz lub lubisz uczyć się na komputerze, najlepiej wyłącz muzykę, niepotrzebne strony internetowe, komunikatory i pocztę. Wyłącz radio, telewizor i zamknij okno, jeśli przeszkadza Ci szum z ulicy. Znajdź miejsce, gdzie możesz skupić się w całkowitej ciszy. Jeśli muzyka Cię nie rozprasza, w tle możesz włączyć coś delikatnego, najlepiej bez wokalu (piosenki, których teksty znasz, mogą Cię rozpraszać). Niech nic nie przeszkadza Ci w trakcie nauki.

4. Nie ucz się dłużej niż do 21:00. Lepiej poświęcić czas w dzień, niż w nocy korzystać z „pomocy” kawy. Nigdy nie ucz się, gdy jesteś zmęczony. Jeśli czujesz znużenie, prześpij się 30 minut, aby odzyskać siły, albo idź spać, ale kolejnego dnia wstań wcześniej, by się pouczyć. To jednak wymaga wyjątkowej determinacji, chyba że nie masz problemów ze wczesnym wstawaniem. (Polecam położenie budzika po drugiej stronie pokoju tak, żebyś musiał przejść dużą odległość – i obudzić się, by go wyłączyć ;-)).

5. Rób przerwy, mniej więcej co godzinę lub półtorej. 5-15 minut. Rób w tym czasie cokolwiek, byleby to nie miało związku z nauką. Przejdź się po domu, zrób sobie herbatę, pooddychaj, zrób jakieś ćwiczenia fizyczne, porozmawiaj z kimś. A potem konsekwentnie wróć do nauki!

6. Zanim zaczniesz się uczyć, jak już usiądziesz przy biurku, weź kartkę papieru i napisz 5 serii afirmacji „Ja, (imię), uczę się szybko, łatwo i skutecznie”, we wszystkich 3 osobach. Zmień afirmację na inną, jeśli bardziej Ci odpowiada.

7. Gdy już skończysz się uczyć, zrób to samo i dodatkowo napisz: „Dziękuję, Boże, że uczę się szybko, łatwo i skutecznie, i z łatwością zdaję egzamin z (…)!”. Wywołaj w sobie uczucie wdzięczności i wyobraź sobie ulgę, jaką poczujesz po zdaniu/zaliczeniu. Niech to uczucie pochłonie Cię na kilka chwil.

8. Jeśli jesteś wzrokowcem, wzory lub definicje, które chcesz zapamiętać, pisz na kartce tak długo, aż je zapamiętasz i powtarzaj przed zaśnięciem i po obudzeniu.

9. Po skończonej nauce zawsze zrób coś przyjemnego. Np. obejrzyj film, pograj w swoją ulubioną grę, posłuchaj muzyki, zrób sobie coś pysznego do jedzenia – nagradzaj się za swoją efektywną pracę!

10. W ciągu dnia, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy jakakolwiek negatywna myśl związana z Twoimi studiami, uczelnią, nauką, kolosami, egzaminami, wykładowcami, prowadzącymi czy przedmiotami, OD RAZU zastąp ją pozytywną afirmacją! Np. „Ja, (…), wybieram wspaniałe wyniki mojej nauki i łatwe zaliczenia, niezależnie co i gdzie studiuję”, albo „Bóg zawsze wspiera mnie i pomaga w osiągnięciu najlepszych wyników”, lub „Ja, (…), zawsze jestem doskonale przygotowany do każdego egzaminu” czy którąkolwiek inną, która Cię uspokoi.

11. Jeśli zaczniesz wątpić, jeśli poczujesz, że coś jest nie tak, że to nie może być takie proste, stosuj afirmację: „Ja, (imię), uczyłem się wystarczająco długo, aby zdać egzamin z (…) (na piątkę).”, „Ja, (imię), zasługuję na najlepsze oceny, bo uczę się szybko, łatwo i skutecznie!”. Uświadom sobie, że jest mnóstwo możliwości, by mimo wszystko zdać egzamin. Uwierz, że cuda się zdarzają.

12. Nigdy nie narzekaj na wykładowców, uczelnię, przedmiot czy naukę. Jeśli czujesz, że coś Cię denerwuje, odpuść to sobie, afirmuj, nie rozmawiaj o tym ze znajomymi (szczególnie ze znajomymi z grupy, którzy mają podobne negatywne poglądy). Pamiętaj, że zawsze, gdy mówisz coś negatywnego, umacniasz to!

13. Jeśli masz wyjątkowy problem z danym wykładowcą, bo szczególnie go nie lubisz lub on Ciebie nie lubi, wizualizuj, że jest odwrotnie, że jest Ci przychylny, miły i chce Twojego sukcesu. Pomódl się, by Bóg uzdrowił wasze relacje.

14. Jeśli w domu czujesz, że się stresujesz, jesteś smutny lub zirytowany, połóż się, włącz muzykę, która Cię zrelaksuje i oddychaj głęboko. Afirmuj, módl się. Leż tak długo, aż Ci przejdzie. Na pewno przejdzie. Idź na egzamin w dobrym humorze, pełen ufności, że wszystko dzieje się na Twoją korzyść. Jeśli dopada Cię lęk, uświadom sobie, że jest tylko chwilową iluzją. Afirmuj.

15. Nie daj się wciągnąć w negatywną energię innych ludzi. Jeśli przed egzaminem stoisz przy grupce zestresowanych i spanikowanych znajomych, odseparuj się od nich, uspokój, pomódl i afirmuj. Jeśli nie masz odwagi się alienować, każde ich negatywne zdanie (np. „Cholera, pewnie wylosuję najgorsze pytanie!”), zastąp w myślach pozytywną afirmacją (np. „Ja, (imię), zawsze dostaję pytanie, na które jestem w stanie odpowiedzieć w wyczerpujący sposób”). Nie pozwól, by dopadły Cię ich lęki.

16. Czasem jednak zdarza się tak, że ludzie mogą Ci pomóc. Być może gdy dyskutują na temat jakiegoś zagadnienia, nieświadomie wyjaśniają Ci twoje wątpliwości, wskazują na to, czego nie umiesz, a co, być może, pojawi się zaraz na egzaminie, albo nawet uświadamiają Ci, że nauczyłeś się czegoś z błędem – i wskazują Ci go, nieświadomie, przez swoje rozmowy! Zwracaj więc czasem uwagę na to, co mówią, ale też nie popadaj w przesadę! Jeśli przed egzaminem musi Ci się coś wyjaśnić, to na pewno tak się stanie, w taki, czy inny sposób.

17. Zanim zaczniesz pisać egzamin, powtórz w myślach swoją najskuteczniejszą afirmację, np. „Ja, (imię), uczyłem się wystarczająco długo, aby dobrze napisać ten egzamin. Dziękuję za twoje wsparcie, Boże”.

18. Jak już skończysz pisać egzamin, powtórz to samo, niezależnie od tego jak Ci poszło, powierz wynik tego egzaminu Bogu i w ogóle już o nim nie myśl. Jeśli czujesz, że poszło Ci źle, tym bardziej o nim nie myśl, a każdą negatywną myśl zastąp pozytywną afirmacją (nawet na tym etapie można sprawić, by wynik był korzystny!).

19. Jeśli kompletnie nie wierzysz, że możliwe jest, by uczyć się szybko, łatwo i skutecznie, afirmuj to tak długo, aż zaczniesz w to wierzyć.

20. Nie oczekuj, że jeśli zastosujesz się do w/w dzisiaj, to już jutro zdasz egzamin z łatwością. Jest to oczywiście możliwe, wszystko bowiem zależy od Twojej gotowości i otwartości. Sam przekonaj się, czy potrzeba Ci do opanowania nauki tygodnia, miesiąca, trzech, czy roku.

Jeśli nauka nie idzie Ci zbyt dobrze, a jednocześnie wyżej wymienione rzeczy wydają Ci się śmieszne i niedorzeczne, zastanów się, jak bardzo chcesz zmiany. Jeśli naprawdę jej chcesz, jesteś w stanie poświęcić kilkanaście minut dziennie na pisanie afirmacji lub czytanie dekretu. Jeśli jednak nie, to nie narzekaj – wszak będzie to Twój własny wybór, że Ci nie wychodzi. Nikt inny tylko Ty sam masz wpływ na swoje życie.

Powodzenia! 🙂

Więcej afirmacji na stronie: www.afirmacje.pl/c4.szkola_i_nauka.htm lub w pierwszej części artykułu: www.cudownyportal.,