door in man's mind

Jakiś czas temu – a konkretniej w pierwszej klasie liceum – doszłam do wniosku, że tracę czas na naukę. Takie stwierdzenie wielu ludziom może wydawać się co najmniej kuriozalne, ale, przyznajmy sami, ile procent tego, czego nauczyliśmy się w szkole przydaje nam się w życiu? Nie mam oczywiście na myśli tak podstawowych rzeczy jak umiejętność dodawania i odejmowania, albo tak istotnych (szczególnie w dzisiejszych czasach) jak nauka obcego języka (chociaż według mnie szkoła i tak nie jest w stanie dobrze go nauczyć). Owszem, w szkole nabywamy wiedzę i umiejętności, które są ciekawe i można, a nawet chce się ich uczyć, ale które i tak w większości prędzej czy później zapominamy (chyba, że na własną rękę pragniemy zgłębiać dany temat), bo niestety obecne metody nauczania w sporej większości szkół polegają na tzw. „ZZZ”, czyli Zakuć, Zdać i Zapomnieć.

Pamiętam, że bardzo zależało mi na ukończeniu gimnazjum z wysoką średnią i świadectwem z paskiem. Osiągnęłam to po roku wzmożonej pracy. Nie było to aż takie trudne – po prostu dużo się uczyłam, zaliczałam kolejne sprawdziany i udało się. Sęk tkwi w tym, że traciłam na to mnóstwo czasu i energii. Pod koniec trzeciej klasy zdałam sobie sprawę, że nie mam w ogóle czasu dla siebie. I że jestem zmęczona takim sposobem pracy.

W pierwszej klasie liceum postanowiłam podejść do nauki w inny sposób. Nieustannie ćwiczyłam pozytywne nastawienie i głównie na nim polegałam. A czasami… tylko na nim. Ostatecznie doszło do tego, że wyniki były tak zaskakujące, że aż nieprawdopodobne.

Chciałabym Wam opisać jak przez trzy lata liceum zdobywałam świetne oceny i osiągałam fantastyczne wyniki w nauce z minimalnym wysiłkiem. 🙂 Posłużę się przy tym także przykładami własnych doświadczeń.

Na czym polega to „pozytywne nastawienie”?

Załóżmy, że mam sprawdzian z jakiegoś przedmiotu. Przed rozpoczęciem nauki afirmuję ustnie, albo pisemnie:

„Ja, Ania, uczę się szybko, łatwo i skutecznie.”
oraz

„Ja, Ania, uczę się (zapamiętuję) to, co będzie na sprawdzianie.”

A skąd wiem, co będzie? Oczywiście ja (świadomie) nie wiem, ale to nie jest ważne. Intuicyjnie wybieram te wiadomości, które są na teście. A także automatycznie „przyciągam” pytania, które zada nauczyciel.

„Ja, Ania, umiem odpowiedzieć na każde pytanie, które zadaje mi nauczyciel (które jest na sprawdzianie).”

Najgorszą formą sprawdzania wiadomości w szkole jest według mnie odpowiedź ustna. Wyobraźcie sobie, że po zastosowaniu tej lub podobnych afirmacji:

„Ja, Ania, jestem pytana tylko wtedy, gdy potrafię odpowiedzieć na wszystkie pytania poprawnie.”

Przez ostatnie dwa lata nie byłam pytana w ogóle, albo byłam pytana tylko wtedy, gdy wszystko umiałam. (Przykładowo, nauczycielka z polskiego wywołała mnie do odpowiedzi po tym, jak dwa dni wcześniej zrobiłam szczegółowe notatki z danego tematu, a kilkanaście minut przed momentem, kiedy mnie wywołała, poczułam, że powinnam przejrzeć je jeszcze raz. Odpowiedziałam na wszystkie pytania, bo pytała mnie dokładnie z tego, co przeglądałam oraz z tego, co zapamiętałam z lekcji. Dostałam 5, która zadecydowała o 5 na koniec trzeciej klasy liceum).

Co więcej, w trzeciej klasie kilku nauczycieli zmieniło się na takich, którzy nie pytali w ogóle, nikogo i nigdy!

Jak wiemy, każda informacja, która kiedyś do nas dotarła, zapisuje się w mózgu. A więc wszystko polega na tym, aby ją wydobyć i ponownie z niej skorzystać. Temu może służyć następująca afirmacja:

„Ja, (imię), w każdej chwili jestem w stanie znaleźć odpowiedź na pytanie/rozwiązanie problemu/zadania”

Jeśli nadal nie jest to dla naszej podświadomości przekonujące, zdajcie sobie sprawę, że są setki możliwości na to, aby zaliczyć sprawdzian.

a) można dostać grupę, gdzie jest więcej pytań, na które potrafimy odpowiedzieć;

b) można ściągnąć od osoby obok;

c) odpowiedź może po prostu „przyjść”;

d) można poprawnie „strzelić”;

e) sprawdzian może zostać przełożony i na następny akurat tego, co będzie nauczymy się;

f) przed sprawdzianem przeglądamy materiał i zapamiętujemy idealnie akurat to, co zaraz wykorzystamy na sprawdzianie;

g) napiszemy sprawdzian nie najlepiej, ale okaże się, że ocena nie ma większego wpływu na ocenę końcową (bo chyba o nią tak naprawdę chodzi w szkole?).

Oraz wiele innych możliwości. Jedno jest pewne: jeśli naprawdę chcemy napisać sprawdzian poprawnie, wszystko będzie się działo, aby tak właśnie się stało. Setki razy, odkąd zaczęłam nad tym pracować, doświadczałam w szkole małych cudów.
Kilka przykładów.

Odnośnie punktu a). Na języku polskim siedzę w ławce z koleżanką, która ma miejsce przy ścianie, a ja obok niej. W dniu sprawdzianu koleżanka nie przyszła, a że ja też lubię siedzieć pod ścianą, usiadłam na jej miejsce. Nauczycielka podzieliła nas na grupy. Oczywiście gdyby koleżanka tego dnia przyszła na sprawdzian, miałabym inną grupę i inne zadania. Ale dobrze, że tak się nie stało, bo jak się okazało, potrafiłam odpowiedzieć na wszystkie pytania z „jej” grupy, podczas gdy z wieloma z „mojej” miałabym problem!

Odnośnie punktu f). Zdarzyło mi się to wiele razy. Jak np. w sytuacji z w/w j.polskim. Ale doskonale pamiętam, że zrobiło to na mnie szczególne wrażenie na sprawdzianie z biologii – poczułam, że muszę jeszcze otworzyć książkę na przerwie, przeczytałam temat, i wiadomości, które zakodowałam podczas przerwy, kilkanaście minut później mogłam przelać na papier.

Odnośnie punktu g). Matematyka, zaraz po fizyce, jest dla mnie najtrudniejszym przedmiotem w szkole. W ostatniej klasie liceum stwierdziłam, że wolę skupić się na przedmiotach, które będę zdawała na maturze, a resztę oleję. Z matmy nawet mogłabym mieć 2 na koniec roku, dla mnie nie ma to znaczenia. Ale co ciekawe, ze sprawdzianów dostawałam same dobre oceny (3, 4 i 5). Nawet raz zdarzyło się tak, że jako jedyna w klasie zrobiłam zadanie inną metodą (tak na marginesie zrobiłam je o 7:45, mając o 8:00 matmę. Równie dobrze mogłam to olać, bo bardzo rzadko robiłam zadania domowe z matematyki, ale wtedy poczułam, że chcę je zrobić) i za to zostałam nagrodzona piątką. Dostawałam 4 ze sprawdzianów nawet, gdy miałam całkowicie obojętne nastawienie i w ogóle się nie uczyłam!

To tak, jakby ten opracowany przeze mnie „system” działał niezależnie (oczywiście na moją korzyść), czy mi się chce, czy nie. Owszem, dostałam też 2 z jakiegoś sprawdzianu, ale że miałam resztę pozytywnych ocen, na koniec wyszło mi 4. Jeszcze, pamiętam, była taka dość śmieszna sytuacja, kiedy pod koniec roku spytałam nauczycielki, jaka ocena mi wychodzi. A ona na to, czemu nie poprawiłam sprawdzianu (o tę dwóję chodzi). A ja pytam „Po co ją poprawić?”. A ona na to: „No bo jakbyś ją poprawiła choćby na 4, to mogłabyś mieć 5 na koniec”. Odpowiedziałam ze śmiechem: „Nie, dziękuję, 4 mi wystarczy.”

Co ciekawe, mnóstwo było takich właśnie sytuacji. Np. z fizyki. Ja i fizyka to prawie to samo, co ja i gotowanie. A nauczyciel (który prawie nic nie wymagał przez cały rok, może z wyjątkiem zdania trzy razy zestawu wzorów i niewielkiej partii materiału – czyli idealne dla mnie, bo nie rozumiem fizyki) oświadczył mi, że jeśli kolejny sprawdzian napiszę na 5, to będę miała 5 na koniec. Rozśmieszyło mnie to wielce, bo w życiu bym nie pomyślała, że jest możliwość zakończenia liceum z piątką z fizyki. Oczywiście nie chciałam tracić czasu na naukę bzdur, olałam to, a na koniec miałam 4. A ze wspomnianego wyżej sprawdzianu dostałam 3, bo nie potrafiłam rozwiązać zadania. Gość najwyraźniej chciał mi pomóc i nakierował na rozwiązanie rysując coś na kartce, ale ja podeszłam do niego i powiedziałam: „Nie wiem, jak to rozwiązać, nie było mnie na tych lekcjach i fizyka mi jest w życiu niepotrzebna, proszę mi dać ocenę za to, co napisałam i po sprawie.”

Oczywiście nic nagle się nie zmieni, wymaga to jednak pracy z afirmacjami, a przede wszystkim odcięcia się od negatywnej energii innych ludzi – to bardzo ważne.

Widziałam nastawienie moich znajomych w szkole. Pewnie nie raz spotkaliście się ze spanikowanym tłumem powtarzającym w kółko „Nic nie umiem”, albo „Ja nie zdam”, nakręcającym się na klęskę. Doskonale pamiętam koleżankę, która do sprawdzianów podchodziła z nastawieniem „pieprzyć to”. Ale po sprawdzianie (może nawet w trakcie?), jeśli nie za każdym razem, to bardzo często słyszałam, jak powtarza: „Tego i tego nie napisałam. No i ZNOWU dostanę 3!” wyrażając swoją wielką złość i niezadowolenie. I jak myślicie, co się działo? W 99% przypadków dostawała doskonale wykreowaną tróję!

Kiedy zauważyłam, że sytuacja się powtarza, powiedziałam jej, aby spróbowała zmienić swoje nastawienie, bo jej wyraźnie szkodzi. Jednak ona nie była osobą, która wierzyłaby w „nastawienie” i często kazała mi się odczepić. Po jakimś czasie zrezygnowałam z „nawracania” i tylko obserwowałam, jak się męczy z poprawami (była dość ambitną osobą).

W tym miejscu dodam, że w ciągu tych trzech lat poprawiałam sprawdzian, o ile dobrze pamiętam, dwa razy.

Innym razem tuż przed testem obejmującym ogromną część materiału z biologii, uczyłam się rano (to niezbyt dobre rozwiązanie, bo podobno umysł potrzebuje kilku godzin na „przetrawienie” i zapisanie informacji). Zaledwie przeczytałam zadany materiał, ale na lekcję wybrałam się bardzo rozluźniona i spokojna, bo wiedziałam, że mogę napisać to dobrze (mimo, że przez głowę przelatywały od czasu do czasu myśli „Ale przecież uczyłaś się tak krótko…”, które od razu zastępowałam jednak pozytywną afirmacją, np.: „Uczyłam się wystarczająco długo, by dobrze napisać test”). I, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, dostałam ocenę bardzo dobrą, aż tak świetnego wyniku się nie spodziewałam! Wręcz trochę mnie to rozśmieszyło – ta ocena do niczego mi nie była potrzebna, nie chciałam dostać 3, bo by mi się sytuacja końcowa z ocenami trochę zagmatwała, ale nastawiałam się na 4. Zaraz po mnie kartkę dostała wyżej wspomniana koleżanka – jak zwykle rozczarowana, brakło jej 0,5 punktu do oceny bardzo dobrej i powiedziała wtedy: „Cholera, Anka, ZNOWU mi 0,5 punktu brakło!”. Po czym zaczęła mi wymieniać sytuacje, których doświadczyła wcześniej, przytaczać sprawdziany, kiedy też brakowało jej zaledwie 0,5 punktu do jakiejś oceny… No i po co? Nie lepiej zamiast tego wymienić sytuacje, kiedy dostała 5, a ten test zaakceptować i nastawić się, że następny pójdzie lepiej…?

Świetnym, kolejnym przykładem małego cudu, już nawet mi niepotrzebnego, jest ostatnia lekcja chemii przed wystawieniem ocen z trzeciej klasy liceum. W dzienniku ocena była już wystawiona (4). Na lekcji kilka osób czytało referaty, żeby sobie podwyższyć oceny. Ja referat zrobiłam miesiąc temu, nie był on obowiązkowy, ale jeśli ktoś chciał wyższą ocenę, to mógł go przygotować. Weszłam wtedy na trzy dobre strony internetowe, skopiowałam tekst, właściwie go nie czytając, po czym wydrukowałam. Na owej lekcji wyciągnęłam go, żeby w końcu dokładnie przeczytać chociaż, co w nim jest. Wtedy nauczycielka zauważyła mnie i spytała, co czytam. Odpowiedziałam, że to ten referat sprzed miesiąca. Poprosiła, żebym przeczytała na głos. Zgodziłam się, bo z tego co już zdążyłam wyczytać, informacje w nim zawarte były naprawdę wartościowe (na temat zdrowego odżywiania się) i takie, które by się jej spodobały (warto nadmienić, że owa nauczycielka ma bardzo „życiowe” podejście do chemii i coś w rodzaju „misji” jeśli chodzi o uświadamianie ludzi. Zawsze chciała, abyśmy mądrze korzystali z informacji dotyczących chemii, a szczególnie zależało jej, abyśmy dobrze się odżywiali). Przeczytałam, a ona była pod wrażeniem. Stwierdziła, że przeszkadzało jej to, że mam tylko 4 (sprawdziany z tego przedmiotu gorzej mi poszły), i że teraz z przyjemnością ją wykreśla, a w jej miejsce wstawia 5 (mimo, że z tych ocen nigdy 5 by nie wyszła!)… Cała klasa była w szoku, a ja się tylko uśmiechnęłam i podziękowałam.

Aby nie zniechęcać się do nauki, zamiast „muszę się uczyć”, mówiłam „chcę się uczyć”, kiedy „musiałam” nauczyć się na sprawdzian. Dzięki temu nie czułam żadnej presji, i byłam świadoma, że to, że właśnie siedzę nad książkami jest moim wyborem. Równie dobrze mogę tego nie robić, czyż nie?

Kolejną ważną rzeczą jest dobre przygotowanie do nauki. Jeśli o mnie chodzi, nie mogę mieć włączonej muzyki, telewizora, czy nawet komputera, kiedy się uczę. Tylko całkowita cisza pozwala mi na pełne skupienie i najbardziej efektywną naukę.

Warto pamiętać także o przerwach w nauce. Umysł nie może skoncentrować się na jednym zajęciu dłużej niż godzinę. Po godzinie wystarczy zrobić kilkuminutową przerwę i kontynuować przyswajanie informacji.

Ważne jest, aby nie być zmęczonym podczas nauki. Regularny sen to podstawa. Niektórzy lubią uczyć się w nocy, ale u mnie to niemożliwe. Zawsze wolę wcześniej „zaliczyć” „obowiązkową” naukę, po czym nagrodzić się czasem wolnym, przyjemnościami i zdrowym snem. Dzięki czemu, kiedy robię to, co lubię, nie zaprzątam sobie głowy „obowiązkami”.

Bardzo ważne są też afirmacje dotyczące koncentracji.

„Ja, Ania, jestem w pełni skoncentrowana na tym, co robię.”

Szczególnie jeśli mamy z nią problemy.

Ponadto, jedną z bardzo skutecznych metod zapamiętywania materiału, jest powtarzanie go przed zaśnięciem i zaraz po obudzeniu. Wtedy właśnie informacje są najlepiej przyswajane.

Naszą naukę i efekty warto także powierzyć Bogu. Modlitwa przed każdym ważniejszym lub mniej ważnym sprawdzianem czy egzaminem nie zaszkodzi, a z pewnością nas uspokoi i rozjaśni umysł. Doświadczyłam, że gdy powierzę coś Bogu, i mimo to wynik będzie na dany moment niezadowalający (nie tylko jeśli chodzi o tak w sumie błahą rzecz jak szkolna nauka), końcowy rezultat zawsze jest na moją korzyść!

Przed maturą ułożyłam sobie dekret. Najbardziej ze wszystkich egzaminów obawiałam się rozszerzonego ustnego angielskiego. Lubię język angielski, mam certyfikat FCE, ale mówienie zawsze było moją słabą stroną. Nie tylko jeśli chodzi o wymowę angielskich słów, ale sam fakt bycia i mówienia przed komisją. Fragment dekretu:

„Ja, Ania, uczę się szybko, łatwo i skutecznie. Dziękuję, Boże, że uczę się szybko, łatwo i skutecznie. Ja, Ania, osiągam najlepsze wyniki ze wszystkich przedmiotów bez żadnego wysiłku i jest to sprawiedliwe, bezpieczne i w porządku. Dziękuję, że mogę osiągać najlepsze wyniki ze wszystkich przedmiotów łatwo i bez wysiłku. Zasługuję na najlepsze wyniki, osiągam je. Ja, Ania, doskonale zapamiętuję wszystko to, co przyda mi się na maturze lub w życiu, zapamiętuję wszystko to, co jest mi potrzebne.”

„Dziękuję, Boże, za wspaniale zdaną maturę z języka polskiego, języka angielskiego i geografii. Już teraz mogę być spokojna, bo wiem, że wspierasz mnie w nauce do matury, a podczas egzaminu jestem w pełni skoncentrowana, bo jesteś przy mnie, Boże. Już teraz jestem spokojna, bo jestem doskonale przygotowana do egzaminów. Potrafię poprawnie odpowiedzieć na każde pytanie zawarte w arkuszach maturalnych. Już teraz wiem, że potrafię rozwiązać każde zadanie.”

„Ja, Ania, zachowuję całkowity spokój i najwyższą koncentrację także podczas egzaminu ustnego z języka angielskiego. Losuję perfekcyjny dla mnie zestaw. Doskonale opisuję materiał stymulujący, znam znaczenie wszystkich pojawiających się tam słów, umiem doskonale opisać każdy obrazek i tabelkę. Tematyka materiału stymulującego jest dla mnie idealna, wspaniale potrafię wypowiedzieć się na temat, udzielam wyczerpujących odpowiedzi, używając zróżnicowanego i na wysokim poziomie słownictwa. W drugiej części egzaminu ustnego z języka angielskiego widzę dwa tematy. Oba są łatwe, przyjemne i ciekawe. Ale ja wybieram jeden z nich, ten, który najbardziej mi się podoba. Mogę mówić w nieskończoność, przedstawiam cudowną, bogatą w różnorodne słownictwo i struktury gramatyczne ciekawą prezentację. Z łatwością odpowiadam także na pytania komisji. Rozumiem je i wyczerpująco odpowiadam. Egzaminatorzy widzą, że zasługuję na najwyższą ilość punktów. Dziękuję Ci, Boże, za moje 20/20 punktów z matury ustnej z języka angielskiego.

Dziękuję za wsparcie całego, potężnego, kochającego Wszechświata.

Dziękuję za spokój, wiedzę, umiejętności, kreatywność, koncentrację.

Dziękuję, Boże, za wspaniale zdaną maturę! :-)”

Ustny angielski zdałam na 100%.

Liceum skończyłam ze średnią 4,93. Z dwóch przedmiotów miałam szansę na podniesienie oceny, ale… nie chciałam tracić czasu na coś, co nie jest mi potrzebne, więc została taka średnia. 😉 (Warto podkreślić, że w poprzednich dwóch semestrach moja średnia wynosiła 4,71, a więc wyżej wymienione „metody” działały już od pierwszej klasy liceum z zadowalającym skutkiem).

Rodzice dostali list od dyrekcji z „wyrazami uznania i szacunku za wzorowe wychowanie córki, która niejednokrotnie swoimi osiągnięciami sławiła imię naszej szkoły i przydawała dumy pedagogom” ;-), a ja po raz kolejny otrzymałam wspaniałe wyniki mojej kreacji. Bo dzięki tym „eksperymentom” z nauką zrozumiałam i doświadczyłam, jak wielką rolę gra nastawienie w naszym życiu.

Podejrzewam, że wielu uczniów i studentów odwiedza CUD, więc mam nadzieję, że przydała Wam się ta mała inspiracja.

A tym, którzy nie wierzą jeszcze w potężną moc afirmacji i nastawienia, radzę, aby przekonali się sami. Bo najlepszym weryfikatorem jest praktyka. Wasza! 🙂
Powodzenia we wszystkim!
Dla zainteresowanych na stronie www.afirmacje.pl/c4.szkola_i_nauka.htm są afirmacje na temat uczenia się.